Hrabia z Byciny
(tekst prezentowany na konkursie legend z terenu powiatu gliwickiego przez laureatkę II miejsca Krystynę Wolny - przygotowany pod kierunkiem Katarzyny Makowskiej)
 

simg_5982_330Był sobie hrabia z Byciny, a nazywał się Albert Leopold Paczyński. Miał swojego ulubionego wierzchowca, z którym rozstawał się tylko na noc. Kazał wznieść niskie i szerokie schody z potężnych bali dębowych, aby móc konno wjeżdżać wprost do komnat na pierwszym piętrze. Rumak znał dobrze zwyczaje swojego pana i skoro świt, budził stajennego, domagając się obroku i siodła. Wypuszczony na wolność, dla odprężenia, galopował chwilę po parku, a potem cicho, żeby nie robić rumoru, niczym kot wspinał się po schodach, stawał przed drzwiami i z lekka stuknął w nie nogą. Nie musiał długo tu stać, bo jego pan jakby czekał na ten umówiony znak i zaraz był gotów do drogi. Pewnej nocy koń hrabiego, jakby przeczuwając jakieś nieszczęście, wyrwał się ze stajni, dwoma susami przeskoczył schody, dopadł drzwi na piętrze i stuknął w nie kopytem tak mocno, że omal nie wyleciały z zawiasów. Przerażony hrabia na oklep skoczył na grzbiet swego rumaka. Służba wiedziała tylko tyle, że obaj- pan i jego koń- znikli w czeluściach podziemi.
W chwilę potem do zamku weszła śmierć.
- Nie ma hrabiego – odpowiedziała służba. – Jest już pod ziemią.
- Pod ziemią? – Zdziwiła się śmierć. Poszukała coś w swoich rzeczach, pokiwała trupią czaszką i zawróciła: - Musiała nastąpić pomyłka.
Rano sługa opowiedział swemu panu, co się wydarzyło nocą i kto przyszedł w odwiedziny. Trochę się zmartwił, ale nie stracił fasonu.
- Ona tak szybko nie da się zbić z tropu i na pewno wróci tu jeszcze tej nocy. Trzeba ją znów czymś przepędzić…
Chodził długo po komnacie i rozważał. Wreszcie wezwał służbę i kazał jej wieczorem przyodziać się w żałobne stroje.
O północy istotnie śmierć ponownie zastukała do drzwi:
- Prosić, prosić! – zawołał hrabia i zaraz dodał: - A kogóż to, waćpanna szukasz po nocy? Starszy hrabia już dawno pod ziemią, co może poświadczyć szlochająca jeszcze służba, którą tak samo jak i mnie widzisz w żałobie, a ty, kostucho, chcesz jeszcze dalszej ofiary? Czy nie przeoczyłaś czegoś w swych obliczeniach? Nie chcesz chyba, abym za takie przestępstwo ściął ci głowę moim herbowym toporem, co?
Śmierć znów sięgnęła do swojego rejestru. – Przepraszam, a jednak się pomyliłam… I czym prędzej się wyniosła się z zamku.
 

Hrabija z Byciny 
 

Bôł se hrabija z Byciny, a zwoł sie Albert Leopold Paczyński. Mioł se ulubionygo kônia, z kerym rozstowoł se yno na noc. Kozoł postowić niske i szyroke słody z fest wiylkich bali dymbowych, aby môg wjyżdżać prosto do izbôw na piyrszym sztoku. Kôń znoł fest zwyczoj swego pôna i wczas rano, budziôł stajynnego, bo chcioł mieć wyciepany gnôj i siodło na grzbiecie. Wypuszczôny na frajnina lotoł se po łônce, a potym, żeby niy robić larma, jak kater lecioł po słodach. Stowoł wele drzwi i walôł w nie kopytym. Niy musioł dugo stoć, bo jego pôn wachowoł na tyn znak i zaro bôł fertig do rajzy. Jedny nocy kôń hrabijego choby czuł, że coś niy bydzie grało, uciyk ze szopy i przilecioł pod izba pôna. Walôł tak fest, że drzwi prawie furgły z fuczinôw. Wylynkany hrabija pryntko skoczôł na kônia. Pomagiery wiedzieli yno tela, że pôn i kôń straciyli sie pod ziymiom.
Zaro po tym do zumku wlazła śmiertka.
- Niy ma hrabijego – pedzioł pomagier – je już pod ziymiom
- Pod ziymiom? – dziwiôła sie śmiertka. Posznupała coś we swoich szpargałach, pokiwała gowôm i poszła nazot. – Musiałach się omylić.
Rano pomagier pedzioł pônowi, co się dzioło w nocy i kto prziszoł na byzuch. Hrabija leko sie znerwowoł, ale czimoł sie dali.
- Łona tak gibko niy do se zbamońcić i przidzie sam jeszcze roz. Muszymy jôm jakoś przegônić.
Chodziôł dugo po izbie i se dumoł. Ryknôł na pomagierôw i pedzioł, że na wieczôr majôm se oblyc trauerowe łachy.
Ło dwanosty w nocy śmiertka zaklupała do wrot:
- Włazić, włazić – ryknôł hrabija i pedzioł – kogo sam szukosz po nocy? Storszy hrabija już downo w trule leży, a pomagery beczom do tera. A ty sam kogo jeszcze szukosz? Nie omylyłaś sie przi rachowaniu? Chyba niy chcesz bych ci utnôł łep mojom sikyrom, nie?
Śmiertka jeszcze roz łobejrzała swoj heft. – Wyboczcie, ale jo sie chyba pomyliła. I gibko uciykła z zômku.

OK

Ta strona korzysta z plików tekstowych cookies. Jeżeli nie chcesz aby na twoim urządzeniu były przechowywane pliki cookies - możesz wyłaczyć ich obsługę w swojej przeglądarce.

Wyłączenie obsługi cookies może uniemożliwić korzystanie z niektórych funkcjonalności strony.

Brak włączenia blokowania plików cookies w twojej przeglądarce oznacza, iż wyrażasz zgodę na ich przechowywanie w twoim urządzeniu końcowym.